Na wzór JP II z kajakiem po rzece

Nie ma nic przyjemniejszego niż bliskość zimnej wody w upalne dni. Karol Wojtyła przekonał się o tym wielokrotnie. Jan Paweł II jako młody człowiek, a potem kapłan i biskup krakowski, lubił nie tylko górskie wędrówki oraz narciarstwo. Równie chętnie, razem z młodzieżą, wybierał się na spływy kajakowe, które stanowiły zresztą jedną z form prowadzonego przez niego duszpasterstwa. Wodne szlaki papież najchętniej przemierzał w swoim składanym kajaku nazwanym „Kaloszem”. Można go dziś oglądać w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie.

Chcemy naśladować w praktyce naszego wielkiego Świętego i uczyć się od niego, jak spędzać wolny czas, aby był on również rozwojem naszego życia duchowego. W tym celu z kilkudziesięcioosobową grupą długoszaków, sobotni słoneczny dzień 20 maja 2017 r. postanowiliśmy spędzić nietypowo, bo na  kajakach. Okazało się, że całkiem niedaleko nas są organizowane spływy rzeką Zgłowiączką. Postanowiliśmy sprawdzić na własnej skórze, jak to dokładnie wygląda. Z Włocławka musieliśmy dotrzeć do Polówki położonej niedaleko Starego Brześcia, gdzie rozpoczęliśmy około 17-kilometrowy spływ.

Przed wyprawą otrzymaliśmy wodoodporne kapoki i szybki instruktaż. Dla osób, które płynęły pierwszy raz, faktycznie początki były zaskakujące – kajak po ludzku nie rozumie i bez ostrzeżenia potrafi stanąć w poprzek rzeki. Oczywiście „złapanie porozumienia” z kajakiem przychodzi dość szybko i właściwie samo. Co odważniejsi śmiali się nurtowi w twarz, jednak szybko mogli się przekonać, że na wodzie zdarzają się wywrotki.

Kiedy wszyscy zorientowali się, o co chodzi w spływie kajakowym, sprawnie zaczęliśmy pokonywać rzekę. Po kilkudziesięciu minutach wiosłowania czekały nas pierwsze trudności, a wszystko to przez pozostałości po bobrach, które skutecznie powalają drzewa. Na szczęście wspólnymi siłami przeprawiliśmy się przez napotkane przeszkody, by później poczuć niezmierną satysfakcję, że mimo braku doświadczenia poradziliśmy sobie tak dobrze. Młodzież jednak mogła być spokojna, bo o jej bezpieczeństwo zadbali: pan Grzegorz Matusiak, pan Jakub Kostrzewski i ks. Marcin Lewandowski, którym serdecznie dziękujemy.

W połowie trasy czekał na nas zasłużony odpoczynek przed dalszą trasą – ognisko i kiełbaski. W czasie spływu podziwialiśmy ukryte piękno Zgłowiączki i otaczających ją krajobrazów. Rozkoszowaliśmy się promieniami majowego słońca. W końcu dotarliśmy do celu, czyli parku Sienkiewicza we Włocławku. Czekał tam już na nas umówiony bus, który przywiózł nam nasze bagaże i zabrał kajaki.

To była niezwykła przygoda i to tak niedaleko od miejskiego zgiełku Włocławka.

Dzięki znakomitej pogodzie, dobrym warunkom wodnym oraz wspaniałym młodym ludziom możemy mówić o udanej wyprawie. Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękujemy za wspólną zabawę.

Oto kilka relacji uczestników wyprawy:

,,Ja osobiście na spływie kajakowym byłem pierwszy raz, lecz po dzisiejszych wrażeniach z radością mogę stwierdzić, iż na pewno nie ostatni. Kilku godzinna walka z rzeką, licznymi i trudnymi przeszkodami oraz z własnymi słabościami wymagała wiele siły i determinacji, lecz podróż przy takiej pogodzie i w takim towarzystwie była czymś wymarzonym. Gdy po 9 godzinach wraz z kolegą po przepłynięciu prawie 20 km, w dodatku jako pierwsi, pomimo przemęczenia i przemoczenia, możemy być jedynie wdzięczni za zorganizowanie tak niezapomnianej przygody”.

Uczeń klasy II Liceum ZSK im. ks. Jana Długosza

,,To był mój kajakarski chrzest – do przepłynięcia około 20 km. Pogoda wymarzona – słońce! Wszystkim dopisywały świetne humory, a na twarzy gościły uśmiechy. Czasami było ciężko, trafialiśmy na przeszkody trudne do pokonania, tj. konary i krzaki, ale pomagając sobie wzajemnie, daliśmy radę. Super, gdy można liczyć na pomoc! Jakże cudownym momentem była przerwa, gdy mogliśmy przy ognisku zjeść kiełbaski, by posilić się na dalszą trasę, przy okazji mogliśmy już się pośmiać z przygód, jakie nas spotkały, a tu dopiero połowa trasy. Do parku Sienkiewicza jeszcze trochę. Kiedy wysiedliśmy na brzeg wszyscy byli bardzo zmęczeni, ale szczęśliwi i naładowani pozytywną energią. Tyle przygód, żartów dawno nie miałam. No cóż, wszystko co dobre, szybko się kończy. Ta wyprawa pozostanie  w moim sercu  i pamięci na długi, długi czas”.

Uczennica klasy II Liceum ZSK im. ks. Jana Długosza

ks. Marcin Lewandowski

Skip to content