Cyfrowy skok w nadświetlną czy ewolucyjny ból głowy? Refleksje na temat zdalnego nauczania.

Wybuch pandemii koronawirusa według wielu komentatorów życia społecznego stał się najlepszym dowodem na prymat globalizacji, wymuszając zmianę sposobu funkcjonowania wielu dziedzin życia społecznego, bez względu na szerokość geograficzną. Nagle wielu pracowników musiało stać się z dnia na dzień ekspertami w dziedzinie pracy zdalnej. W edukacji, jak w żadnej innej dziedzinie życia, proces ten musiał nabrać niespotykanego dotąd rozpędu i… obnażył mocne i słabe strony tej formy współpracy na linii nauczyciel-uczeń w ramach powszechnego systemu kształcenia.

Każda rewolucja niesie z sobą ogromną szansę rozwojową. Przenosząc proces nauczania z sali lekcyjnej do internetu, udało się zrealizować jeden z najbardziej palących postulatów ostatnich lat – spersonalizować proces kształcenia. Uczniowie za sprawą platform e-learningowych, takich jak Google Classroom czy Microsoft Teams, mogą wreszcie w zaciszu własnego domu, dostosowanym do swoich możliwości tempie pracy oraz przy pomocy preferowanych przez nich metod (narzędzia elektroniczne) przystępować do realizacji zadań, które czekają na nich w postaci gotowego materiału (tekstowy materiał źródłowy, film edukacyjny czy prezentacja multimedialna). Jak każda zmiana, także i ta niesie ze sobą pewne bolesne w skutkach przemiany. Personalizacja dotyczy tu również wkładu własnego ucznia. Od teraz obowiązuje układ partnerski: nauczyciel zapewnia dostosowane do warunków i formy kształcenia źródła, ale to na uczniu spoczywa odpowiedzialność za właściwe ich wykorzystanie. Wiąże się to ze zwiększoną ilością czasu poświęconą na praktykę zadaniową oraz dyscypliną pracy jaką wymuszają sztywne terminy realizacji zadania, których przestrzeganie wspomaga technologia. W trakcie wideokonferencji, lub poprzez zdalne przesłanie gotowego materiału z omówieniem danego zagadnienia, nauczyciel wręcza uczniowi przysłowiową wędkę, lecz to jak uczeń z niej skorzysta, zależy już wyłącznie od jego sumienności, samodyscypliny i organizacji pracy. Paradoksalnie, nadzwyczajne warunki pracy umożliwią teraz lepszy wgląd samym rodzicom w przebieg procesu edukacyjnego ich dzieci. Być może pozwolą one również w nieco bardziej realny sposób spojrzeć na kwestię odpowiedzialności za wyniki osiągane przez uczniów, które nie będą zadowalające, jeśli obie strony nie wykażą się stosowną dyscypliną i uczciwością w pracy uniemożliwiającej permanentny nadzór ze strony nauczyciela.

Należy pamiętać również o drugiej stronie medalu. Gwałtowne przyspieszenie w aspekcie cyfryzacji edukacji może doprowadzić do przerostu formy nad treścią. Wiele słyszy się o popularyzacji zastosowania wszelkiego rodzaju form grywalizacji (znanej też jako gamifikacja). Wirtualna rzeczywistość pełna jest narzędzi, które w formie zabawy mają na celu pomóc uczniom utrwalić przyswojoną wiedzę. To prawda stara jak świat, że rywalizacja, choćby w kontekście zabawowym, wzmaga zaangażowanie poprzez odwoływanie się do ludzkich emocji. Nie można jednak zapominać o tym, że aby wiedzę utrwalić, trzeba ją sobie najpierw przyswoić w taki sposób, aby potrafić ją odpowiednio przetworzyć pod kątem czekających na każdego ucznia prędzej czy później egzaminów. Wymaga to świadomego stosowania umiejętności selekcji informacji, kontekstualizacji przyswojonych treści, ale przede wszystkim kreatywności potwierdzającej rozumowe opanowanie materiału. Obserwowany w ostatnim czasie wysyp aplikacji do nauki słownictwa w dziedzinie nauki języków obcych jest imponujący, ale nie zastąpi aspektu innowacyjnego, który musi wyjść od samego ucznia. Bardzo ważna jest w tym miejscu rola nauczyciela, który powinien rozważnie dobierać narzędzia używane w swojej pracy. Nagły natłok używanych aplikacji edukacyjnych czy platform zdalnego nauczania może być dla uczniów, przyzwyczajonych do metod analogowych, stosowanych w środowisku klasowym, przytłaczający. Aby szok poznawczy nie przytłumił umiejętności uczniów, warto zachować rytm i sposoby pracy jak najbardziej przypominające szkolną rzeczywistość. Być może, zamiast zasypywać uczniów dziesiątkami zdalnych testów, lepiej byłoby wprowadzić im nieco nowego materiału poprzez zwyczajne zaprezentowanie naszych materiałów w czasie rzeczywistym poprzez udostępnianie własnych zasobów na ekranie? Czasem najprostsze środki najlepiej przemawiają do wyobraźni człowieka. Aspekt integracyjny oraz interakcja w warunkach możliwie zbliżonych do rzeczywistości klasowej dają naszym uczniom choć namiastkę tego za czym, jak sami przyznają, tak bardzo tęsknią – realnego kontaktu z drugim człowiekiem.

Ostatnim aspektem, który najbardziej rzutuje na jakość cyfrowej edukacji, jest kontekst psychologiczny. Nauczyciele, wyrwani z dobrze im znanej i punktowo zaplanowanej rzeczywistości szkolnej, nagle musieli przetworzyć zgromadzone zasoby, aby przystawały do realiów świata e-learningu. Ilość czasu poświęcana na organizację pracy i ocenianie w nowej formule jest dwukrotnie większa niż w czasie rzeczywistym, gdyż nie wszystko można zrobić „od ręki”. Wpływa to na energię i możliwości zaangażowania nauczycieli poszczególnych przedmiotów, czasami uniemożliwiając praktyczną realizację treści w dziedzinach takich jak wychowanie fizyczne, chemia, fizyka czy muzyka w całej rozpiętości dostępnych form eksperymentalno-zaliczeniowych. Wiele osób boleje nad przesunięciem akcentów z praktyki na zagadnienia bardziej teoretyczne. Sami nauczyciele, którzy muszą spędzić sporo czasu nad selekcją i obróbką materiału, często spotykają się z narzekaniami rodziców i samych uczniów, że nagle zrobiło się „tak dużo pracy”. Czy to jednak nauczyciele mają wpływ na warunki w jakich przyszło im działać? Sami w przygotowania wkładają wiele serca i czasu, a zapewne tak jak i sami uczniowie, woleliby w tym czasie w sposób bardziej praktyczny realizować swe przedmioty. Podstawa programowa rządzi się jednak swoimi prawami i musi zostać zrealizowana bez względu na formę prowadzonych zajęć. Niepewność dotycząca dalszych ram pracy w wirtualnym świecie nie poprawia nastawienia żadnej ze stron procesu edukacyjnego. Musimy dać sobie czas, aby przywyknąć do nowej rzeczywistości w taki sposób, by nie przekreślać sprawdzonych form nauczania, które po technicznej modyfikacji mogą z powodzeniem sprawdzać się w świecie nauki zdalnej. W ten sposób możliwe będzie zachowanie względnej równowagi psychicznej i zapewnienie poczucia stabilizacji, których brak w chwili obecnej bardzo często zniechęca samych uczniów, jak i nauczycieli, do pełnego zaangażowania się w pracę odbywającą się w nowych realiach.

Nowa rzeczywistość nie musi być straszna, lecz każda zmiana wymaga czasu i pewnego wyjścia poza dotychczasową strefę komfortu. Jeśli mądrze będziemy przenosić edukacyjny aspekt realny do rzeczywistości zdalnego nauczania, możemy uczynić szkołę środowiskiem jeszcze bardziej kształtującym potencjał jej uczniów. Ważny jest jednak umiar we wprowadzaniu cyfrowych innowacji oraz odpowiedzialność w dwubiegunowym wypracowywaniu ewaluacyjnych efektów na linii nauczyciel-uczeń. Nie da się w stu procentach zastąpić tak dobrze znanej nam szkoły ze świata realnego, ale musimy zrobić wszystko, aby nieunikniona transformacja edukacyjna była jak najmniej dotkliwa i rozsądnie wprowadzana.

Jakub Kostrzewski

fot.: freepik.com