Łyżka dziegciu w systemie zdalnego nauczania, czyli dlaczego wolę lekcje w sali 201

Jeśli mogę wyrazić swoje zdanie, to … osobiście nie podzielam wszechobecnej euforii dotyczącej zdalnego nauczania.

Po pierwsze, tęsknię za normalnymi lekcjami, gdzie kontakt nauczyciel – uczeń wymaga od obu stron maksymalnej koncentracji, gdzie nauczyciel może podejść i wytłumaczyć, zerknąć do zeszytu, gdzie uczeń w naturalny sposób okazuje swoja chęć do nauki, szacunek do przedmiotu i nauczyciela.

W tym momencie poświęcam(y) mnóstwo czasu na przygotowanie i przeprowadzenie zajęć (szacuneczek dla wszystkich nauczycieli Długosza w tym trudnym czasie), sprawdzenie prac domowych i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że robię to dla 10-15 osób z każdej klasy. Oni chcą się nauczyć (i proszą o te lekcje, zadania domowe). Niestety, nie jestem w stanie pomóc/wymóc na tych, którzy podczas zajęć kompletnie się nie angażują, prace domowe spisują od innych (to widać po popełnianych tych samych błędach), wyłączają kamery (tłumacząc się słabym internetem, a po prostu odchodzą od komputera, ale „są” i obecność mają zaliczoną). Jako wychowawca kilka razy otrzymałem taką wiadomość:

– Hej!

– Piszę w sprawie ………

– Dołączył do mojego przedmiotu na Classroomie, „uczestniczy” także od ostatniego tygodnia w lekcjach online (dwa razy w tygodniu – poniedziałek i piątek), choć tak naprawdę nie mogę stwierdzić czy to w ogóle on, czy ktoś loguje się z jego profilu – bo milczy, nie widzę go też, bo ma wyłączoną kamerę, zapytany – nie odpowiada!

– Dotychczas nie oddał mi żadnej pracy.

– Wiesz coś na jego temat?

Myślę, że każdy wychowawca spotkał się z podobną sytuacją.

Trzeba mieć świadomość, że spora część uczniów podczas zdalnego nauczania nie nauczy się nic!

Osobną kwestię stanowi wystawianie ocen. Prace klasowe przez internet prowokują uczniów do oszukiwania – telefon pod monitorem, którego nie widzi nauczyciel bądź korepetytor/rodzic/rodzeństwo siedzący obok (niewidoczni w kamerce) i rozwiązujący zadania za ucznia (i to niestety nie jest fikcja). Nauczyciel, który nie zastanawia się nad nagłym wzrostem wiedzy/umiejętności ucznia podczas pandemii jest po prostu hipokrytą, starającym się nie widzieć problemu. Można popaść w paranoję – który uczeń mnie oszukał a który nie – jak to udowodnić, aby nikogo nie skrzywdzić…

Więc dla mnie zdalne nauczanie jest środkiem zastępczym, niedoskonałym, prowadzącym do patologii, skłaniającym uczniów do matactw i oszukiwania, znacznie osłabiającym efektywność nauczania.

Proszę więc o zwolnienie mnie z obowiązku napisania pochwalnej notatki, gdyż sam stałbym się hipokrytą. A właśnie tego podczas e-nauczania chciałbym uniknąć aż do końca. Pandemia uświadomiła mi jak ważny jest nauczyciel przy tablicy, uczniowie w ławkach i pozytywna interakcja między nimi. I żadna nowoczesna technologia tego nie zastąpi !!!

Piotr Chodoła