Kajakowa wyprawa komandosów

Kajakowa wyprawa komandosów

Wycieczka zaczęła się chłodno w momencie wyjazdu sprzed szkoły. Nastroje były przemarznięte, a miny nietęgie. Po sennej podróży autokarem już rozbudzeni dotarliśmy na miejsce, a na nasze szczęście pogoda znacznie się poprawiła do tego czasu podekscytowani czekaliśmy na start spływu. Gdy byliśmy już gotowi, pozostało czekać na znak od Pana Matusiaka, niestety jednak został on zatrzymany przez problemy techniczno-drogowe i dopiero miał do nas dotrzeć. Bańka naszego podekscytowania nie wytrzymała presji czasu i pękła, gdy razem z ks. Jackiem Butą uznaliśmy, że wyruszymy z wyprzedzeniem, a nasz wychowawca i przewodnik nas dogonią. Tak jak przypuszczaliśmy, po pewnym czasie tak się właśnie stało. Był to jednak dopiero początek naszej przygody, ponieważ teraz czekały nas godziny trudu przeprawy przez rzekę Skrwę. Choć nurt był spokojny, rzeka pełna była pułapek, przeszkód i niebezpieczeństw, które jednak pokonaliśmy za pomocą trzech rzeczy: po pierwsze naszego przeszkolenia na komandosów, po drugie dzięki naszej nieustępliwości, a po trzecie korzystając z rad i pomocy pana przewodnika, który pomagał zagubionym owieczkom – komandosom. I tak, pokonując trudności trasy, dotarliśmy bezpiecznie do połowy spływu, gdzie czaił się on, z początku niepozorny potwór. Ta jedna kłoda ukazała nam z pełną mocą złośliwość rzeczy martwych, pokonując siłę komandosów w liczbie 6 kajaków. Po tym trudnym i dla niektórych traumatycznym przeżyciu, mokrzy i zmęczeni wyszliśmy na ląd odpocząć fizycznie i psychicznie. Po przerwie składającej się rozmów, przebierania i jedzenia, byliśmy gotowi do kontynuowania naszej eskapady. Mimo zmęczenia w dalszą drogę wyruszyli wszyscy komandosi bez wyjątku. Druga część trasy prawdopodobnie byłaby łatwiejsza, gdyby nie zimno i zmęczenie towarzyszące nam po pierwszej połowie. Mimo wyzwań przygody przez całe jej trwanie cieszyliśmy się przyrodą, odpoczynkiem od zgiełku i rozmowami, nie tracąc humoru nawet w najgorszych momentach, przynajmniej nie na długo. Po dotarciu do naszego celu podróży wyciągnęliśmy kajaki na brzeg i pozbyliśmy się wody. Następnie, po krótkim odpoczynku, wyruszyliśmy w drogę powrotną. Wyprawa definitywnie dała nam w kość, co było widać po sennych nastrojach panujących w trakcie powrotu autokarem. Mimo tego myślę, że wszyscy świetnie się bawili – pomimo trudności. Dla mnie ten wyjazd zostanie w pamięci długo jako jeden z najciekawszych i najważniejszych ze wszystkich, a to głównie za sprawą ludzi, z którymi tam byłem dziękuje wszystkim za świetną zabawę.

                                                                                                                             Rafał Wierszyło, kl. III A LO

Czytaj więcej

Skip to content