Mroźny, ale udany żużlowy wyjazd do Torunia

W sobotę, 2. kwietnia, grupa pięciorga uczniów liceum i szkoły podstawowej pojechała ze mną do Torunia, aby na żywo obejrzeć towarzyskie zawody PGE Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi rozpoczynające sezon żużlowy na Motoarenie. Pomimo przenikliwego zimna i w sumie niewielu emocji na torze, wycieczkę należy zapisać do bardzo udanych. Kolejne zawody w Toruniu to mecz ligowy w Wielką Sobotę, dlatego następny wyjazd zorganizujemy dopiero za miesiąc.

Każdy wyjazd żużlowy do Torunia ma mniej więcej ten sam przebieg, ale pomimo tego, nikomu się jeszcze nie znudziło. Zawsze spotykamy się na dworcu kolejowym we Włocławku, skąd pociągiem Przewozów Regionalnych jedziemy do Torunia Głównego. Tam wsiadamy w autobus komunikacji miejskiej i dojeżdżamy na Starówkę, gdzie spędzamy zwykle kilka godzin zwiedzając za każdym razem inne zabytki i ciekawe miejsca Torunia, a nasze wojaże po ulicy Szerokiej kończymy obiadem. Niemal zawsze obowiązkowym punktem programu wycieczki jest Msza św. Tym razem uczestniczyliśmy w Eucharystii sprawowanej w kościele pw. Ducha św. na toruńskiej Starówce, a jeden uczestników wyprawy – Witold Przewozikowski, służył do Mszy św. jako jedyny ministrant. Witek spotkał się z ciepłym przyjęciem i mógł zrealizować swoją wizję posługi ministranckiej.

Pomimo dużej ilości czasu, zwykle i tak spieszymy się na zawody żużlowe dojeżdżając na Motoarenę tramwajem i autobusem MZK. Turniej PGE IMME rozpoczynał się o 17:30 i było jeszcze w miarę ciepło, ale finał odbywał się już w bardzo niskiej temperaturze i przy porywistym wietrze. Mimo wszystko, warto było znowu zobaczyć na żywo prawie wszystkich najlepszych żużlowców na świecie. Ostatecznie zawody wygrał najlepszy obecnie zawodnik świata – Bartosz Zmarzlik przed Taiem Woffindenem i Leonem Madsenem. Żużlowcy For Nature Solutions Apatora Toruń spisali się poniżej oczekiwań, a najwyżej sklasyfikowano Jacka Holdera.

Po zawodach żużlowych udaliśmy się w kierunku centrum Torunia, gdzie zjedliśmy szybką kolację, a następnie pojechaliśmy na dworzec kolejowy i bez problemów wróciliśmy do Włocławka.

Konrad Trokowski

Skip to content