Kolejny żużlowy wyjazd do Torunia za nami

W niedzielę, 1. maja br.,  grupka uczniów szkoły podstawowej i liceum pojechała wraz ze mną do Torunia, aby z wysokości trybun Motoareny obejrzeć kolejny mecz najlepszej żużlowej ligi świata – PGE Ekstraligi pomiędzy miejscowym For Nature Solutions Apatorem a Motorem Lublin. W planie wycieczki nie zabrakło oczywiście niedzielnej Mszy św., podczas której Witek spełniał obowiązki ministranta, oraz spaceru toruńską Starówką. Tego typu sportowo-turystyczno-religijne wypady do Torunia cieszą się niesłabnącą popularnością już od sześciu lat i jeśli Bóg pozwoli, będą nadal organizowane.

Zwykle do Torunia jeździmy pociągami Przewozów Regionalnych, ale tym razem wybraliśmy usługi PKP Intercity ze względu na niepewność połączeń regionalnego przewoźnika związaną z trwającym strajkiem obsługi składów. Trafiliśmy, niestety, na szczyt komunikacyjny i całą podróż do Grodu Kopernika spędziliśmy na korytarzu między wagonami, ale nikt nie narzekał. Poznaliśmy kilkoro ciekawych ludzi i niemal całe 37 minut podróży poświęciliśmy na fascynujące rozmowy.

Po przyjeździe do Torunia szybko udaliśmy się na Starówkę, aby zjeść obiad w znanym już nam lokalu niedaleko kościoła garnizonowego. To właśnie w parafii wojskowej uczestniczyliśmy w niedzielnej Eucharystii. Jeden z nas – Witek Przewozikowski, służył do Mszy św. jako ministrant, sprawiając wielką radość kościelnemu i celebransowi, gdyż bez problemów zgodził się przeczytać oba fragmenty Pisma św. i wykonywać wszystkie czynności ministranckie.

Po Eucharystii sprawnie pojechaliśmy na Motoarenę. Każdy z uczestników wycieczki otrzymał ode mnie oficjalny program zawodów. Na trybuny weszliśmy bez problemów tuż przed próbą toru. Frekwencja tym razem dopisała i mogłem przedstawić swoim uczniom moją grupę kolegów i znajomych, w większości ekspertów żużlowych, z którymi obserwujemy mecze żużlowe od wielu lat. Wszyscy chętnie dzieliliśmy się wiedzą i doświadczeniem z młodym pokoleniem, ale muszę przyznać, że długoszacy coraz lepiej rozumieją ten sport i sytuacje z nim związane.

Samo spotkanie toruńsko-lubelskie nie należało do ciekawych, gdyż o kolejności na mecie niemal w każdym biegu decydował start. Goście okazali się nieznacznie lepsi, ale porażka drużyny toruńskiej jest o tyle niespodziewana, że lublinianie wystąpili mocno osłabieni. Pomimo przegranej, na trybunach nie było czuć rozpaczy, gdyż sezon jest jeszcze długi i wiele może się wydarzyć.

Po meczu odbyliśmy spontaniczny spacer uliczkami toruńskiego Bydgoskiego Przedmieścia, a swoją podróż ponownie zakończyliśmy na Starówce spożywając późną kolację.

Po posiłku piechotą udaliśmy się na dworzec autobusowy, skąd autobusem FlixBus bezproblemowo wróciliśmy do Włocławka. Rodzice odebrali swoje dzieci z nowego węzła przesiadkowego kilka minut po północy.

Konrad Trokowski

Skip to content