Po raz ostatni już uczniowie klas ósmych mogli wspólnie wybrać się na wycieczkę. Choć nie wszyscy zdecydowali się na ten wyjazd, to 32 uczniów w optymistycznym nastroju wyruszyło 16 czerwca o godz. 5.00 w kierunku Zakopanego. W okolicach Łodzi dołączyła do nas pani Magda – nasz przewodnik.
Wiadomo, że pogoda w górach zmienną bywa, dlatego też przezornie zaczęliśmy śledzić prognozę pogody. Niestety zapowiadało się na deszcz, lecz nadal mieliśmy nadzieję, że uda nam się suchą nogą zaliczyć pierwszy dzień w „stolicy Podhala”. Faktycznie, po przyjeździe pogoda była obiecująca i udało nam się wjechać kolejką na Gubałówkę. Tam chwila na rozprostowanie nóg i pierwsze zdjęcia. Następnie zjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym, i tu już zaczęła się psuć pogoda, choć jeszcze nie wiedzieliśmy jak bardzo. Po około 15 minutach z drobnego deszczyku, zrobiła się wielka ulewa z piorunami. Już po 5 minutach byliśmy dosyć mokrzy – szczególnie, że niektórzy pomimo próśb o odpowiedni strój, nie zabrali nic co by chroniło przed deszczem. Burza nie ustawała, a nawet przybierała na sile. Wtedy to stanęliśmy przed trudną decyzją: albo walczymy do końca i realizujemy dalej program i idziemy na Krupówki, albo minimalizujemy straty w suchej garderobie i morale. Okazało się, że są zwolennicy obu opcji. Część osób wróciła do autokaru, część bardzo ambitnie poszła na najsłynniejszą ulicę Zakopanego. Koniec końców, po dotarciu do autokaru wszyscy wyglądali i czuli się jakby wyszli spod prysznica. Przemoczeni do suchej nitki (dosłownie), udaliśmy się do miejsca naszego noclegu i pierwszego posiłku. Ciepły posiłek i szansa na założenie suchych ubrań podreperowała nasze nastroje.
Tego dnia czekał nas jeszcze wieczór góralski. Przemiły pan Piotr – góral z dziada pradziada – opowiadał o typowym stroju góralskim oraz o muzyce i instrumentach Podhala, które to są jego ogromną pasją. Mnogość, a zarazem prostota góralskich instrumentów, zaciekawiła młodzież (przynajmniej niektórych) i „czwórkę opiekunów”. Pan Piotr próbował przekazać nam swoją ogromną wiedzę i miłość do podhalańskiej muzyki oraz trochę wyedukować naszą kochaną młodzież. Trzeba przyznać, że robił co mógł, pomimo zmęczenia uczniów. Tak oto zakończył się dzień pierwszy, przynajmniej wedle programu wycieczki, bo młodzież nie miała w planach jeszcze kończyć dnia (i nocy). Fakt ten, jednak przemilczmy i skupmy się na dniu następnym.
Początek drugiego dnia wycieczki to obfite, różnorodne i przepyszne śniadanie. Dobrze się składało, bo mieliśmy w planach spędzić cały dzień w górach, które wymagają dużo energii. Podczas porannego posiłku nie wiedzieliśmy jeszcze tylko jak dużo tej energii będzie potrzeba. Pogoda tego dnia stanęła na wysokości zadania i w nieśmiałych początkowo promieniach słońca wyruszyliśmy w kierunku początku naszej górskiej wędrówki. Sprzed Willa Dorula – nasza baza wypadowa – zabraliśmy naszego górskiego przewodnika i pojechaliśmy na spotkanie z przygodą. Plan był dosyć prosty: 2,5 do 3h wejścia pod górę do Doliny Pięciu Stawów Polskich, krótki odpoczynek i taka sama drogo powrotna. Wchodzimy z wysokości ok. 1100 m.n.p na ok. 1740. Ładna pogoda, dobre nastroje i pełne brzuchy. Co może pójść nie tak? No cóż… może.
Zaczęło się dosyć „lajtowo”. Gładka, asfaltowa droga przez ok. 40 minut do Wodogrzmotów Mickiewicza. Krótki postój i toaleta. Luzik. I … i tu się zaczęło, a raczej zaczęła. Wspinaczka, skalne stopnie, trudny teren i … zadyszka. Szlak już od początku postanowił sprawdzić naszą wydolność oddechową oraz wytrzymałość mięśni. Już pierwsze 500m stromego podejścia dało się we znaki kilkoro uczniom (i kadrze 🙂 ). Większość ambitnie nie dawała po sobie poznać, że z trudem łapie oddech i nogi ma jak z waty. Po kolejnych 15 minutach część osób musiała przyznać się do swoich słabości i zwolnić trochę tempa. Od tego momentu wycieczka podzieliła się na grupy „dwóch prędkości”. Liczebność i skład tej wolniejszej grupy zmieniał się z czasem, lecz niezależnie od tego kto „zostawał z tyłu”, wszyscy dzielnie parli do przodu pokonując swoje fizyczne i psychiczne słabości. Wspierając się nawzajem parliśmy do przodu i pod górę. W czasie całej drogi towarzyszyły nam przepiękne widoki polskich Tatr i otaczającej nas przyrody. Majestatyczne szczyty gór, w połączeniu z unoszącą się mgłą i chmurami, tworzyły bajkowe i filmowe obrazy. Pomimo nieustającego zmęczenia, sceneria gór budziła nasz podziw i zachwyt.
Szlak momentami (czasami dłuższymi) okazał się dla nas dosyć ekstremalny, lub co najmniej bardzo wymagający (byli też tacy, co wchodzili tu jakby to była klatka schodowa 🙂 ). Ci, którzy byli w górach pierwszy raz albo je pokochali, albo … znienawidzili na całe życie 🙂 . Tak czy, siak, można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nasi ósmoklasiści spisali się na medal. Nawet nasz przewodnik przyznał, że jest to trasa wymagająca, szczególnie jak na pierwszy raz. Biorąc pod uwagę trudność i długość trasy, jesteśmy dumni z naszych uczniów. Po dotarciu do schroniska było trochę czasu na posilenie się i podziwianie pięknych okoliczności przyrody. I choć mieliśmy mały „wypadek” w drodze w dół, to schodzenie okazało się łatwiejsze niż drogą w górę.
Tak oto zakończył się dzień drugi. 28000 kroków. Tyle średnio zrobił każdy z uczestników wycieczki, co daje ok. 17 km. Po górach!!! Zasłużona obiadokolacja i zajęcia w podgrupach. Każdy wedle uznania spędził ten wieczór. Następnego dnia czekało nas jeszcze więcej wrażeń.
Trzeci dzień to ponownie pyszne śniadanie i wyjazd do Energylandii. Dla niektórych prawdziwy powód wyjazdu. Dla niektórych powód by odpocząć po dniu wczorajszym 🙂 . Każdy wedle uznania mógł spędzić czas w największym parku rozrywki w Polsce. Stolica największych i najszybszych rollecoasterów przywitała nas iście letnią pogodą. Słońce tego dnia się nie oszczędzało i zapewniło piękną pogodę (może nawet za piękną). 7 godzin w Zatorze minęło jak z bicza strzelił. Przejażdżka za przejażdżką (poprzedzone oczywiście Dantejskimi kolejkami) i nie wiadomo kiedy był czas zbiórki i powrotu do domu. W drodze do Włocławka czekał na uczniów jeszcze konkurs z nagrodami i postój w ulubionej restauracji masowego żywienia.
Tak oto z grubsza wyglądał wyjazd naszych kochanych ósmoklasistów na ostatnią wycieczkę w szkole podstawowej. I choć nie wszystko udało się, i choć czasami trzeba było dyscyplinować naszą młodzież, to głęboko wierzymy, że te trzy dni zostaną na długo w pamięci naszych uczniów i będą przywodzić tylko miłe wspomnienia.
W imieniu swoim i pozostałych wychowawców – pana Andrzeja i pana Bartosza – chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom za wspaniałą zabawę, wspólnie spędzony czas i niezapomniane wrażenia. Choć to ostatnia wycieczka w szkole podstawowej, to jestem pewien, że z niektórymi będziemy mieli jeszcze okazję wyjechać i tu i tam 😉 .
Maciej Ziółkowski





























